"The Quiet War" Paul McAuley

Niekiedy znużony fantastyką, gdy wszelkie udziwnienia i przejawy nowych trendów doprowadzają do rozpaczy, zaś formy klasyczne gonią własny ogon, powielając, wytarte niczym stara skarpeta, schematy, zastanawiam się po co ja to wszystko czytam? Gdzie zaginął urok czystej, rasowej fantastyki? Gdzie jest to coś, sprawiające, że jako małolat pędziłem do kiosku po Fantastykę, zaś w czasach studenckich pochłaniałem każdą pozycję jaka wpadła w ręce? Może, jako kandydat na pierdziela, winienem uderzyć w czarne tony i przejść na stronę wieszczących śmierć sf? 
Nic z tego, sztandaru bronić będę do upadłego! To moja cicha wojna. 
The Quiet War przywraca nadszarpniętą wiarę w gatunek, przypomina wszystkie wspaniałe chwile spędzone z książką w ręku, które sprawiły iż zakochałem się na zabój w science fiction. Dokładnie tak, w fantastyce naukowej, bowiem powieść McAuleya to forma najczystsza gatunku! Wyjątkowe to zjawisko, że utwór można określić tym mianem, w pozytywnym znaczeniu.
Paul McAuley w znakomity sposób łączy fantastykę z nauką. Prezentuje świat "po przejściach", czy jeżeli ktoś woli, po apokalipsie przemysłowo-ekologicznej. Ziemia  wychodzi z fazy chaosu, odzyskując, w wyniku pracy genetycznych cudotwórców, naturalne oblicze. Autor pierwszorzędnie opisuje mechanizmy inżynierii genetycznej i biochemii, nawet na poziomie komórkowym, mające kluczowe znaczenie w odbudowie ekosfery.
McAuley śmiało wykracza poza Ziemię kolonizując Układ Słoneczny, gdzie zaawansowana bioinżynieria zostaje zaprzęgnięta do tworzenia mikro środowisk przystosowanych do wymogów ludzi.
Świat The Quiet War to rzecz jasna nie tylko biotechnologie, ale również zaawansowana technika, bez której podróże kosmiczne nie byłyby możliwe.
Autor prezentuje dwie drogi, jakimi może przebiegać rozwój ludzi jako cywilizacji i rasy. Po jednej stronie stoją niemalże feudalne struktury, oparte na przynależności rodowej, ziemskich mocarstw. Druga zaś strona to utopijne, przynajmniej w założeniu, demokracje wolnych miast rozrzuconych po Układzie Słonecznym. Nie trudno odgadnąć, iż tytułowa wojna to konflikt Ziemian z mieszkańcami rubieży.
Przyznaję, że odpowiada mi sposób, w jaki autor opisał obie grupy. W zasadzie nie kreuje obrazu w którym jeden z modeli zdaje się dominować nad drugim. Można wprawdzie odnieść wrażenie lekkiego ciążenia ku nieco chaotycznym strukturom demokratycznym, niemniej poprzez postawę, czy wypowiedzi bohaterów prezentowane są wady i patologie obu systemów. Autor nie podaje wprost rozwiązania, skłaniając czytelnika do refleksji.
W powieści McAuleya trudno wskazać głównego bohatera. Wiodących postaci jest przynajmniej kilka. Prezentują różne punkty widzenia i sprzeczne interesy. Śledząc losy jednej postaci, zdarzało się, iż kibicowałem poczynaniom, które godziły w innego bohatera. W przypadku przejścia do postaci, która jeszcze przed chwilą obrywała po nosie przyjmowałem jej punkt widzenia, sprzeczny z interesami bohatera, któremu kibicowałem kilka stron wcześniej. Ciekawy zabieg, szczególnie, że sprawnie przeprowadzony.
Uwagę zwracają ponadto bohaterowie, przygniatani przez obie strony konfliktu, dla których nie ma dobrych rozwiązań
W The Quiet War autor niemal perfekcyjnie zachował równowagę pomiędzy światem przedstawionym, bohaterami i intrygującą fabuła. Wszystko to składa się na niezwykle pełny, pobudzający wyobraźnie, spójny obraz fikcyjnej rzeczywistości.
Czy są niedociągnięcia? Oczywiście można tu i ówdzie coś znaleźć, niemniej, doprawdy drobne, potknięcia, w żadnej mierze nie burzą świetnego odbioru całości.
The Quiet War to powieść, którą przeczytałem z olbrzymią przyjemnością. Wyglądam niecierpliwe części drugiej Gardens of the Sun.

Wydawnictwo: Pyr 
Data wydania: 2009
Oprawa:  miękka
Stron: 405
Cena: 16$
Moja ocena 9/10
 

0 Response to ""The Quiet War" Paul McAuley"

Prześlij komentarz