The Half-Made World - Felix Gilman

W felietonie Mały konstruktor odkrywa literaturę Jacek Dukaj przytaczając jako przykłady utwory J. Lake'a i K. Schroedera przybliża zjawisko zwane world-building. Śmiało można przyjąć, że założenia, typowe dla omawianego rodzaju fantastyki, stanowią podstawę w oparciu o którą Felix Gilman, niejako skonstruował The Half-Made World. Dosłownie i w przenośni.
Niedokończony świat, wciąż nieukształtowany w pełni na zachodnich rubieżach, to sprawnie zbudowana, a przede wszystkim przedstawiona, arena wydarzeń. Jawi się niczym odbicie w mrocznym zwierciadle podboju Ameryki Północnej w XIX wieku. Prym wiodą dwie dominujące siły. Line, będąca wyrazem rozwoju przemysłowego, a przede wszystkim linii kolejowych, z niepohamowaną konsekwencją przemieniająca kontynent zgodnie z przyjętym wzorem, wykluczającym różnorodność oraz dobro, czy raczej interes jednostki. Człowiek funkcjonuje jako mało istotny, wymienialny w razie potrzeby, element. W założeniu bezduszna siła przemysłowo-totalitarna, podporządkowana nieludzkim Engines przemierzającym bezkresne przestrzenie. Line przetacza się przez nowy świat sięgając coraz dalej na zachód.
Niedokończony świat, wciąż nieukształtowany w pełni na zachodnich rubieżach, to sprawnie zbudowana, a przede wszystkim przedstawiona, arena wydarzeń. Jawi się niczym odbicie w mrocznym zwierciadle podboju Ameryki Północnej w XIX wieku. Prym wiodą dwie dominujące siły. Line, będąca wyrazem rozwoju przemysłowego, a przede wszystkim linii kolejowych, z niepohamowaną konsekwencją przemieniająca kontynent zgodnie z przyjętym wzorem, wykluczającym różnorodność oraz dobro, czy raczej interes jednostki. Człowiek funkcjonuje jako mało istotny, wymienialny w razie potrzeby, element. W założeniu bezduszna siła przemysłowo-totalitarna, podporządkowana nieludzkim Engines przemierzającym bezkresne przestrzenie. Line przetacza się przez nowy świat sięgając coraz dalej na zachód.
Po drugiej stronie Gun, manifestacja sił nadprzyrodzonych. Demoniczni agenci zaciekle walczą w obronie interesów swych ciemiężycieli. Przedstawiciele Gun są starannie wybierani spośród rewolwerowców i łotrów wszelkiego autoramentu. Prócz perfekcyjnego władania rewolwerem znakomicie posługują się kłamstwem i podstępem, a co najważniejsze demon dosiadający agenta obdarza opętanego nadludzką sprawnością i odpornością. W odróżnieniu od Line, Gun stawiają na jednostki wyjątkowe, niepokorne, pozbawione skrupułów, zdolne do haniebnych uczynków.
Obie siły terroryzują kontynent walcząc o wpływy. W pył rozniesiono Czerwoną Republikę reprezentującą interesy ludzi.
Obie siły terroryzują kontynent walcząc o wpływy. W pył rozniesiono Czerwoną Republikę reprezentującą interesy ludzi.
Gilman przyjął ciekawą koncepcję sprowadzającą się, by rzecz ująć w najprostszych słowach, do walki zła ze złem. Ukazuje konflikt poprzez losy trójki bohaterów. Kreacja postaci jest zdecydowanie jednym z najsilniejszych atutów powieści.
Agent Creedmor i oficer Lowry toczą nieustanny pojedynek. Łączy ich jednak niezdolność przeciwstawienia się mocodawcom. Lowry, typowy produkt przemysłowej machiny, gnębiąc podwładnych sam nie jest wolny od strachu o własny los. Biurokratyczne i militarne struktury Line wymuszają określone zachowania. Lawirowanie pośród zasad i przepisów pozwala nie tylko na osiąganie kolejnych stopni w karierze zawodowej ale przede wszystkim gwarantuje zachowanie głowy.
Agent Creedmor i oficer Lowry toczą nieustanny pojedynek. Łączy ich jednak niezdolność przeciwstawienia się mocodawcom. Lowry, typowy produkt przemysłowej machiny, gnębiąc podwładnych sam nie jest wolny od strachu o własny los. Biurokratyczne i militarne struktury Line wymuszają określone zachowania. Lawirowanie pośród zasad i przepisów pozwala nie tylko na osiąganie kolejnych stopni w karierze zawodowej ale przede wszystkim gwarantuje zachowanie głowy.
Osoby gustujące w poszukiwaniu drugiego dna bez problemu odnajdą podobieństwa w tym względzie do realnego świata. Nie tyle do systemów totalitarnych, chociaż oczywiście również, ale głównie do korporacyjnego wyścigu szczurów. Jednak jest to wyłącznie moja interpretacja.
Creedmor jest rzecz jasna nie tylko przeciwnikiem ale też przeciwieństwem oficera Line. Indywidualista, bandyta, morderca, kłamca, oszust. Do worka można wrzucać niemal wszystkie negatywne cechy i określenia. Służba na rzecz Gun tłumi ludzką naturę. Creedmor nieustannie bada granice podporządkowania demonowi. Typowy czarny charakter Dzikiego Zachodu.
Creedmor jest rzecz jasna nie tylko przeciwnikiem ale też przeciwieństwem oficera Line. Indywidualista, bandyta, morderca, kłamca, oszust. Do worka można wrzucać niemal wszystkie negatywne cechy i określenia. Służba na rzecz Gun tłumi ludzką naturę. Creedmor nieustannie bada granice podporządkowania demonowi. Typowy czarny charakter Dzikiego Zachodu.
W środek konfliktu trafia doktor psychologii Liv Alverhuysen. Przybywa z ukształtowanej od wieków części świata. Losy bohaterki, jej sposób postrzegania otoczenia, pozwalają racjonalnie spojrzeć na wydarzenia i nieustający konflikt. Wyrwana, z własnej woli, z kultury rozwiniętego kraju przechodzi szok cywilizacyjny.
Gilaman wyśmienicie panuje nad przedstawionym światem. Bez wątpienia przyczyniają się do tego sugestywne opisy oraz duża troska o szczegóły, drobiazgi pozwalające wczuć się w klimat otoczenia.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie nierówna fabuła. Doskonały, błyskotliwy początek, zawiązanie akcji, wprowadzenie bohaterów na scenę w pierwszej połowie książki wypadają znakomicie. Niestety dalej powieść prezentuje się znacznie słabiej. Akcja traci impet, spowalnia, co niestety nie ma związku z przedstawionymi wydarzeniami. Brakuje porywającego rozmachu. Gilman zamyka się w stosunkowo niewielkiej przestrzeni, nieprzystającej do bogactwa pierwszych stron.
W wywiadzie opublikowanym w lutym w magazynie Locus autor zapowiada, że historia The Half-Made World będzie składać się z dwóch lub trzech części, zatem można spodziewać się kontynuacji.
Wydawnictwo TOR reklamuje powieść jako steampunk. W moim odczuciu autor przekracza granice konwencji, zapuszczając się w dziwne, ciekawe obszary.
Gilaman wyśmienicie panuje nad przedstawionym światem. Bez wątpienia przyczyniają się do tego sugestywne opisy oraz duża troska o szczegóły, drobiazgi pozwalające wczuć się w klimat otoczenia.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie nierówna fabuła. Doskonały, błyskotliwy początek, zawiązanie akcji, wprowadzenie bohaterów na scenę w pierwszej połowie książki wypadają znakomicie. Niestety dalej powieść prezentuje się znacznie słabiej. Akcja traci impet, spowalnia, co niestety nie ma związku z przedstawionymi wydarzeniami. Brakuje porywającego rozmachu. Gilman zamyka się w stosunkowo niewielkiej przestrzeni, nieprzystającej do bogactwa pierwszych stron.
W wywiadzie opublikowanym w lutym w magazynie Locus autor zapowiada, że historia The Half-Made World będzie składać się z dwóch lub trzech części, zatem można spodziewać się kontynuacji.
Wydawnictwo TOR reklamuje powieść jako steampunk. W moim odczuciu autor przekracza granice konwencji, zapuszczając się w dziwne, ciekawe obszary.
.
Wyadawnictwo: TOR
Data wydania: październik 2010
Oprawa: twarda
Stron: 480
Cena: 25,99$




Zazdroszczę ci dostępu do takich książek. Większość tego, na co mnie stać, albo do czego mam dostęp, to miernej jakości fantasy i sf, które choć wystarczają, aby przetrwać w tym obrzydliwie racjonalnym świecie, jednak nie dają mi tego, co cenię w sf najbardziej - pobudzenia intelektualnego. Zauważyłam ostatnio, że mój umysł odpoczywa przy programach naukowych, gdzie przewija się setka fantastycznych wizji świata/wszechświata/naszego pochodzenia i przyszłości. Kiedy programy te się kończą, znowu dopada mnie tzw: "gwóźdź w mózg", słyszę wyłącznie szum i ręce mi opadają. Bardzo ciekawie omówiłeś ten nurt w literaturze "world-building"; chociaż stykam się z nim po raz pierwszy, od razu czuję, że to coś dla mnie. Wizja nieuporządkowanego świata, ścierającego się z różnymi prądami myślowymi, gdzie można samemu dopowiadać sobie ciąg dalszy, snuć wielogodzinne dywagacje na temat... tak, myślę, że pogłębię swoją wiedzę na ten temat. To bardzo ciekawe. Poza tym... tak ciekawie piszesz, że grzechem byłoby to zlekceważyć. Nie śmiem :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Dostęp do książek wynika w moim przypadku przede wszystkim z obecnego miejsca pobytu. Mnie irytuje ograniczony dostęp do fantastyki wydawanej w Polsce. Oferta polonijnych księgarni przyprawia o ból głowy. Jeżeli dołożyć do tego absurdalne ceny przewyższające często te w amerykańskich księgarniach, to stwierdzam, że wolę zaległości uzupełnić w trakcie pobytu w kraju. Mogę oczywiście zamawiać przez internet ale nie przepadam za taką formą zakupów. Zadziwiające, że bardziej opłaca się zamawiać w Polsce tytuły wydawane poza granicami, niż ściągać do innego państwa tytuły wydawane w Polsce. Nie o tym jednak chciałem...Preferuję buszowanie pośród regałów. Często decyzję podejmuję w ostatniej chwili, bo akurat coś wpadło w oko.
Jeżeli chodzi o world-building to odwołuję się do tekstu J. Dukaja, który polecam (link działa :)). Warto pamiętać, że są konstruktorzy i Konstruktorzy. Dominują niestety wtórne twory.
Pozdrawiam