Shades of Milk and Honey - Mary Robinette Kowal
Shades of Milk and Honey to wyprawą do dziewiętnastowiecznej Anglii czasów regencji.
Historię Jane Ellsworth, panny na wydaniu, autorka skonstruowała na wzór powieści Jane Austen doprawiając utwór fantastycznymi elementami.
Właściwie zacznę od końca: urocza książka. Pomimo sceptycznego nastawienia, a może właśnie dlatego, ponieważ nie spodziewałem się zbyt wiele (tu odzywają się bezsensowne uprzedzenia, które za sprawą Shades of Milk and Honey wyrzucam do kosza), lektura sprawiła wiele przyjemności.
Kowal niezwykle sugestywnie przedstawia fragment życia młodej, inteligentnej, kobiety podporządkowanej obowiązującym wzorcom zachowań, z jasno określonym miejscem i rolą do odegrania w światku angielskiej prowincji. Bohaterka pomimo wewnętrznego buntu podporządkowuje się normom, wręcz jest strażniczką zasad w odniesieniu do siostry, zaś podstawowym celem/marzeniem jest zdobycie odpowiedniego mężczyzny. Sprawę, w mniemaniu rodziny, pogarsza wiek, 28 lat, wciąż młoda, zbliża się jednak do niebezpiecznej granicy, koszmaru staropanieństwa. Oczywiście jak na romans przystało uczucia odgrywają szalenie istotną rolę. Przekonana o niedoskonałości własnej urody, szczególnie w porównaniu do olśniewającej siostry, nie dostrzega zalet, które zdają się fascynować mężczyzn.
Tu wypada wspomnieć o magii. Glamour, iluzja doskonałości, jawi się jako sztuka, specyficzny talent, pożądany i rozwijany przez wyższe sfery. Panowanie nad iluzją, tworzenie trwałych obrazów, scen, udoskonalanie wnętrz, to umiejętności wpajane młodzieży, szczególnie panienkom od wczesnych lat. Glamour obok śpiewu, gry na instrumentach, prowadzenia konwersacji itp., jest elementem wychowania panien obdarzonych talentem. Jane wybija się pod tym względem ponad przeciętność.
Autorka z dużą troską o szczegóły przedstawia życie, świat wyższych sfer. Malowniczy język i wartka akcja są niewątpliwie atutami niezbyt długiego utworu. Niezwykle przyjemna odmiana, oderwanie od fantastyki cięższego kalibru. Sposób nawiązania do twórczości J. Austen, autorka wspomina o tym wprost, w ujęciu Kowal zdecydowanie mi odpowiada w odróżnieniu od kwiatków takich jak Pride and Prejudice and Zombie.
Shades of Milk and Honey to pierwsza powieść Mary Robinette Kowal.
.
Wydawnictwo: TOR
Data wydania: 2010
Oprawa: twarda
Stron: 304
Cena: 24.99$





Hmmm... Jakoś nie widzę ciebie z taką lekturą w ręku ;P Czyżby recenzja dla jakiegoś wydawnictwa? Mnie ostatnio też próbowano wrobić w pochwałę dla czegoś, czego nawet nie czytuję, bo za niskie dla mnie loty... Ale jeśli recenzja napisana bez przymusu i się podobała - to co innego. Niemniej nie mój typ literacki, od Austen itp itd dostaję - kolokwialnie mówiąc - mdłości. Pardon za language ;D
Tak więc czekam na kolejną, tym razem tradycyjną z s-f recenzję :) Pozdrawiam serdecznie :)
Przyjemność z lektury wypływa zapewne z faktu, że romansów nie czytam, coś kiedyś , dawno, zatem odebrałem książkę jako świeży powiew. Na debiutancką powieść Kowal czekałem, chociażby ze względu na niezłe opowiadania, i przyznaję, że się nie rozczarowałem. Lekko, łatwo, w sam raz na jeden wieczór po męczącym dniu. Sam jestem trochę zaskoczony... W skali 1-10, 7. Tekst wyłącznie z myślą o blogu :))).
Teraz mam ochotę na leciutkie fantasy, niemniej minione cztery dni upłynęły pod znakiem fantastyki cięższego kalibru. Jeżeli nie zabraknie zapału skreślę kilka słów w sobotę.
Serdecznie pozdrawiam
Skoro tak, to ok! Jestem po prostu uprzedzona do tzw: literatury kobiecej - czyli łatwej, nijakiej - chodzi mi o te wszystkie romanse, rozterki. Jak dla mnie - dyrdymały. Spośród literatury tworzonej przez kobiety toleruję wyłącznie: Marion Zimmer Bradley, Mercedes Lackey, Ursulę le Guin, Isabelle Allende, mam też sentyment do pierwszych książek Joanne Harris, a u nas wyłącznie Olgę Tokarczuk. Zdecydowanie bardziej wolę trudną, ciężką literaturę, która zmusza mnie do nieustającego myślenia, dosłownie wyciska siódme poty. Widzę, że masz w linkach Dukaja - to mój nr 1 w Polsce! Według mnie bije na głowę pod wieloma względami nawet mistrza Lema czy tak popularnego wśród młodzieży Sapkowskiego. Rozumiem, że należy odpocząć niekiedy od trudniejszej literatury, sama niekiedy mam zapaści neuronowe, jak gwóźdź w mózg, ale stwierdzam również, obserwując siebie, że kiedy coś (książka, film, muzyka) mnie nie trzyma przez cały czas w napięciu, nie opiera się na logicznych założeniach, momentalnie tracę zainteresowanie. Ty też tak masz, że ledwo zaczniesz coś czytać a już znasz zakończenie? :/ To moja bolączka. Cóż poradzić??
Pozdrawiam serdecznie i życzę odpoczynku :)
Podpisuję się pod Twoją wypowiedzią. Często bywa, że po kilkudziesięciu stronach przerywam lekturę, ponieważ szkoda czasu. U mnie reakcję alergiczną wywołują książki o wampirach, mam na myśli przede wszystkim produkty ostatniego dziesięciolecia (+/-). No nie mogę, fascynujący temat (zło, mrrrok, degeneracja, odczłowieczenie, łaknienie) sprowadzono do poziomu żenujących czytadełek z miłosią do mrocznego pięknego, bo o miłości raczej mowy być nie może.
Cóż Dukaj miszczem jest i basta! (jak najbardziej poważnie). Bardzo dobrze wspominam felietony, które pojawiały się na stronach WP.
Wielkie dzięki za komentarze! :)