Projekt Nebula 3


Nominacje do Nebula Awards za 2011 rok ogłoszono kilka dni temu, co zainteresowani zapewne odnotowali czerpiąc bezpośrednio ze źródełka, czyli strony SFWA, ewentualnie odwiedzając inne miejsca. Jest to jeden z żelaznych punktów programu w kalendarzu wydarzeń z fantastyką związanych. Pisałem o regułach wyłaniania nominacji chwilę temu, tutaj link:. Nagroda twórców dla twórców, w odróżnieniu od Hugo. Wpominam o Hugo, ponieważ już niedługo, a mianowicie w niedzielę 12.03.2012, mija termin przesyłania nominacji do tej nagrody. Szczegóły tutaj: Chicon 7. Niestety, jeżeli ktoś ma ochotę wziąć udział w głosowaniu, a nie zagwarantował sobie prawa do tego wcześniej, to jest za późno. Nie o Hugo jednak miało być, zatem wracam do tematu.
Wielokrotnie spotkałem się z opinią, że fantastyka, przede wszystkim, opowiadaniami stoi. Być może, jednak preferuję formy dłuższe, szczególnie powieści. Nominacje w tej kategorii interesuje mnie zatem najbardziej. W tym roku wyróżniono:



Among Others, Jo Walton
Enbassytown, China Miéville
Firebird, Jack McDevitt
God's War, Kameron Hurley
Mechanique: A Tale of the Circus Tresaulti, Genevieve Valentine
The Kingdom of Gods, N.K. Jemisin



Podstawowym założeniem Projektu Nebula było przeczytanie nominowanych książek, wszystkich.  Było, ponieważ w tym roku nie zamierzam się łudzić, że dam radę. Nie chodzi o brak czasu, choć to przypadłość chroniczna. Moje upodobania często nie pokrywają się z nominacjami, zaś wciąż trwająca przygoda z fantastyką ma być przyjemnością (bez względu na definicję), nie utrapieniem. 
Po raz pierwszy nie przeczytałem żadnej z nominowanych powieści, chociaż trzy znalazłem w domowej bibliotece: Miéville, zdziwienia nie ma; Walton, przeczucie; Hurley, bo się nieźle zapowiadało. Do Embassytown wciąż dojrzewam, nabieram smaku, jest coraz bliżej. Od God's War się byłem odbiłem, spróbuję raz jeszcze, ponieważ wielokrotnie przekonałem się, że drugie, czasami nawet trzecie, podejście może być strzałem w dziesiątkę. 
Przeoczyłem książkę G. Valentine, a raczej zakup odłożyłem na „przy okazji” i zapomniałem. Jestem bardzo ciekawy co tam siedzi między okładkami, kolokwialnie rzecz ujmując. Opowiadania pisze smakowite.
Firebird jest kolejną odsłoną  przygód handlarza antykami Alexa Benedicta. Przeczytałem dwie książki z serii i nie przypadły mi do gustu, niemniej czuję perwersyjną, niemalże, potrzebę poznania Firebird, co być może uczynię. 
Nie przeczytam The Kingdom of Gods. Jest to tom drugi, a ponieważ nie byłem w stanie pokonać pierwszego, odpuszczam. 
Na koniec Among Others Jo Walton. Kiedy ogłoszono nominacje sprawdziłem datę wydania. W pierwszej chwili pomyślałem, że to pomyłka. Sprawdziłem, coś popiętroliłem. Książka trafiła do sprzedaży w styczniu 2011 roku. Nominacje przypomniały o rozpoczętej lekturze. Zacząłem raz jeszcze, jestem w okolicach setnej strony i jest lepiej niż bardzo dobrze, po prostu bomba! Tylko czy jest to fantastyka? 


6 Response to "Projekt Nebula 3"

  • Anonimowy Says:

    Ja czytam opowiadania i jak na chwilę obecną bez zachwytów. W sumie najlepszy Goldman, ale to tylko udaje fantastykę.

    malakh


  • Barbara Silver Says:

    A mnie jakoś Miéville nie przekonuje. Może raz jeszcze kiedyś podwinę rękawy i zabiorę się za jego książki, ale na razie odpada. Za to znowu nęci mnie rundka z A. Benedictem. Swoją drogą muszę zauważyć, że jak na Nebulę coraz słabiej ostatnimi czasy o dobrą lit. sf, na świecie także coraz mniej intrygujących nazwisk. Możesz się ze mną nie zgodzić, to całkowicie subiektywna ocena, coraz częściej mam wrażenie, że pisarze się wypalili albo zajmują swoje głowy duperelami i coraz bardziej spływają na ziemię z deszczówką. Hm... : / Ale mogę się mylić. X,D

    Pozdrawiam :)


  • Katatonia Says:

    @ Barbara
    rzeczywiście nie do końca się zgadzam :)). Jest kilka nowych nazwisk. Na ten temat zapewne więcej miałby do powiedzenia autor pierwszego komentarza. Serwuje nam, czytelnikom, nowości, a dzięki niemu odkryłem na przykład P. Bacigalupiego. Same nominacje nie zawsze pokazują to co najlepsze. Kopalnią rzeczy ciekawych są na przykład magazyny internetowe, taki Lightspeed niezłe teksty serwuje. Myślę, że dużo dobrego dzieje się w polskiej fantastyce. Tutaj na pierwszej linii Powergraph. Czekam na antologie Głos Lema i Science Fiction, ponoć wyborne.
    Niedawno skończyłem czytać kolejna powieść McAuleya (w lengłydżu) - miodzik. Na banał zakrawa stwierdzenie, że seria Uczta Wyobraźni nie ma sobie równych, nie tylko w Polsce :).
    Nie jest chyba źle, a przenikanie gatunków jest nieuniknione. Świetny zbiór tekstów na ten temat prezentuje G.K. Wolfe w Evaporating Genres


  • Barbara Silver Says:

    Podejrzę, tak jak zawsze robię z polecanymi przez ciebie autorami czy stronami, ale jako że z natury jestem sceptyczna, musisz mi wybaczyć moje kręcenie noskiem. Może to przez to, że klasyka sf zajmuje mnie dużo bardziej, a może też dlatego, że wciąż mam nadzieję, że "coś" mnie powali i zmiażdży geniuszem, a jedyne co dostaje to książki z gruntu przewidywalne i jak im się dobrze przyjrzeć, stale kopiujące w.w. klasykę. Mam po prostu wrażenie, że "postęp" się zatrzymał, ale jak już pisałam poprzednio, mogę się mylić, jestem tylko człowiekiem i zapewne oczekuję od ludzi (pisarzy) zbyt wiele.

    Pozdrawiam serdecznie :)


  • Katatonia Says:

    Podzielam fascynację klasyką. Bywa, że książki za takową uznawane, a które przeczytałem, no dobrą chwilę temu, czytam kolejny raz. Odnajduję coś nowego, czego jako szczeniak nie dostrzegłem.
    Postęp może się nie zatrzymał, raczej ewolucja nieco zwolniła ;). Wciąż, chociaż niezbyt często, trafiam na lektury niezwykłe. Zresztą by coś niezwykłym było potrzebuje mniej imponującego tła. Tak było z literaturą zawsze i raczej się nie zmieni. Figiel polega na jakości tła, a z tym, w rzeczy samej, bywa różnie.


  • Katatonia Says:

    Oczywiście pozdrawiam serdecznie :)))


Prześlij komentarz